Pino.pl czyli… wiele hałasu o nic
No tak, hałasu o starcie Pino.pl było bardzo wiele. O tym, że nie wystartował kiedy miał już trochę mniej. Bądź co bądź już jest więc szaaaa! Naprawdę szaaaa (czytaj – chicho!), bo lepiej nie mówić za dużo na jego temat.
Znów będzie, że się czepiam, że sam nie potrafię zrobić nic lepszego, a wytykam tylko błędy! No cóż, taki już jestem.
Podniecony nieco startem Pino, który pojawił się kilka dni po wyznaczonym terminie ruszyłem by się zarejestrować. Na link z potwierdzeniem rejestracji czekałem jednak około 20 godzin, stąd też mój wpis tak późno.
Na samym początku moim oczom (zresztą jak zazwyczaj) ukazała się strona główna , a co na niej. Hmmm… burdel, bałagan, rozgardiasz, chaos, pandemonium i wszędobylski błękitno-szary kolor. No może trochę przesadziłem burdelu, chaosu i pandemonium raczej tam nie ma. Ale rozgardiasz jest!
Tak naprawdę strona wygląda jak portal informacyjny. A największym jej mankamentem jest to, że tak naprawdę za Pino.pl nie kryje się żadna wartość dodana. Ot jest to takie połączenie czterech innych wortali:
Prv.pl
Osobie.pl
iThink.pl
Patrz.pl
Jak na razie spędziłem na Pino około 2 godzin i nie udało mi się odkryć żadnych nowych funkcjonalności jaki nie były zawarte wcześniej w w/w serwisach. Wygląda więc na to, że „pinuś” jest zwykłym kombajnem, który ma za zadanie napędzać samo przez się użytkowników każdemu z nich.
Teraz wystarczy zapisać się do Pino.pl i już każdy z serwisów ma nowego użytkownika, czyli w sumie 4 użytkowników. Ot, jak dzisiaj napędza się klientelę. Nieładnie, nieładnie, IMHO to niezbyt uczciwe.
Co wy na to?



Komenty