Kilka koneksji (w końcu wszyscy jesteśmy częścią wielkiego układu) i szczęśliwy zbieg okoliczności spowodował, że zostałem poproszony o napisanie artykułu do obecnego wydania tygodnika Newsweek. Z racji, że tematyka bardziej niż o PR zahaczała o e-commerce oraz użyteczność w pisaniu dzielnie wspomagał mnie Tomasz Karwatka.
Artykuł znajduje się w specjalnym dodatku, traktującym o prowadzeniu biznesu online.
O tym jak na poszło i o czym dokładnie jest artykuł nie będę pisał. Zachęcam do nabycia nowego Newsweeka lub do zerknięcia na skan.
Oto historia jaka wydarzyła się jednemu z największych producentów czekolady na Świecie – Cadbury. W 2003 roku Cadbury zdecydowało się na wycofanie jednej z linii swoich batoników (czekolady) o nazwie Wispa.
Jak się jednak okazało później, managerowie z Cadbury podejmując swoją decyzję nie wzięli pod uwagę reakcji internautów. A ta była nie tylko natychmiastowa, ale także i masowa! Na serwisach społecznościowych (Facebook, MySpace i Bebo) pojawiły się grupy fanów Wispy domagające się powrotu batonika do sprzedaży.
Na Facebook powstało ponad 90 grup fanów, którzy codziennie roztrząsali temat Wispy w swoich dyskusjach. Na YouTube pojawiły się setki reklam Wispy z lat 70-ych i 80-ych. Niektórzy użytkownicy zaczęli nawet zakładać specjalne strony tylko z reklamami swojego ulubionego batonika. Z kolei na MySpace pojawiły się ankiety – takie jak ta.
To jednak nie wszystko. Onlinowy buzz przeniósł się nawet do świata rzeczywistego. Podczas koncertu Iggy Popa, na festiwalu Glastonbury (jednym z największych festiwali muzycznych na świecie) grupa fanów wdarła się na scenę z transparentem “Bring Back Wispa”. Zresztą można to wyraźnie zobaczyć na fotkach zamieszczonych poniżej.
Cala akcja zaowocowała także ankietą/petycją, która podpisało ponad 15 000 osób.
Internetowy szum dotarł oczywiści także do Cadbury. Firma zdecydowała się na próbne wznowienie produkcji Wispy. W październiku pojawiło się w sklepach 23 mln batoników wypuszczonych jako partia testowa. Bądź co bądź internauci odnieśli ogromny sukces. Poprzez swój szum doprowadzili do powrotu wycofanego ponad 3 lata temu produktu. Ich akcja została zauważona przez większość największych mediów w USA i w Europie.
Wraz z kolegami z pracy (z Janmedia znaczy się) przeprowadziliśmy małe badanie dotyczące “dostępności” stron internetowych polskich partii politycznych dla osób niewidomych i niedowidzących.
W badaniu przetestowano serwisy internetowe Platformy Obywatelskiej, Prawa i Sprawiedliwości, Lewicy i Demokratów, Ligi Polskich Rodzin, Polskiego Stronnictwa Ludowego oraz Samoobrony RP. Analiza serwisów pod względem spełniania wymogów dostępności składała się z dwóch części: analizy eksperckiej oraz badania z 3 użytkownikami (2 niewidomych i 1 niedowidzący). Badanie wykazało, że żaden z serwisów nie został dostosowana w 100% do potrzeb osób z ograniczeniami związanymi z wadami wzroku. Najwięcej problemów podczas testów użytkownikom sprawiały nieopisane elementy graficzne (animacje Flash, zdjęcia, itp.) oraz słabo oznakowane lub zupełnie nieopisane elementy aktywne w postaci linków.
Dostępność (z ang. accessibility) zbiór standardów opisujących metody i wytyczne tworzenia serwisów WWW w sposób umożliwiający wygodny dostęp jak najszerszemu gronu odbiorców, także osobom niewidomym i niedowidzącym, które do przeglądania stron internetowych używają specjalnych programów (np. czytników głosowych, czy tzw. lup, powiększających czcionkę). Standardy dostępności stron WWW można znaleźć na stronie www.w3c.org.
Zobacz podsumowanie badania (650kb PDF)
Zobacz film z badania
Na stronach Business Week pojawił się plebiscyt na najlepszy filmik wirusowy. Głos może oddać każdy. Ty także! Nie ma więc na co czekać tylko wyrazić swoje poparcie dla ulubione filmu.
Dzisiaj oficjalnie wprowadzam nowy dział na blogu – „Raporty i publikacje”. Będę tam linkował do ciekawych publikacji i raportów, a także kursów. Dział będzie się rozwijał z dnia na dzień, kiedy to będę dodawał kolejne linki.
Docelowo chciałbym stworzyć mała bibliotekę raportów, ale jak to będzie wyglądać w rzeczywistości zobaczymy.
Czy zawsze wato pisać kwieciste i porywające dziennikarzy od pierwszego zdania informacje prasowe? Teoretycznie, wydawałoby się, że tak. Gdyby na dodatek były one treściwe i składne:). Jednak w przypadku press release wysyłanych do mediów online warto czasem odstąpić od wszelkich „wodotrysków” i skupić się na zwiększeniu „widoczności” tekstu dla wyszukiwarek. A naprawdę można uzyskać z takiego działania niezłe profity!
Informacja prasowa wysyłana do portali, bądź za pomocą wire-service (takim jaki np. oferuje NetPR) jest świetnym narzędziem SEO, który niejednokrotnie może wspomóc nasze działania PR i pozwolić dotrzeć z konkretną informacją do użytkowników Internetu poprzez znane i lubiane przez wszystkich wyszukiwarki.
Ostatni czasy trafiłem na artykuł na MarketingSherpa mówiący o trzech najważniejszych krokach w przygotowaniu informacji prasowej do sieci. W skrócie mniej więcej należy:
używać słowa kluczowe w nagłówku informacji prasowej;
używać słów kluczowych w pierwszym akapicie informacji;
wyposażyć pierwszy akapit w link i ciekawym brzmieniu, zachęcający do kliknięcia.
Może i te trzy powyższe zasady brzmią trochę trywialnie, a nawet lakonicznie stąd też zachęcam do zapoznania się całą treścią artykułu na MarketingSherpa. Warto!
Pamiętacie jeszcze case z Mentosem i Coca-Cola Light? (opisywałem go wcześniej) No tak, jakbyście mieli nie pamiętać jednego z najlepszych filmów wirusowych w historii marketingu. Ponad 7 milionów osób obejrzało wtedy tamte filmy, a ponad drugie tyle obejrzało setki innych nakręconych przez zainspirowanych młodych ludzi całego świata.
Oto przykłady kilku z nich:
Jakkolwiek by na to nie patrzeć, akcja zakończyła się wielkim sukcesem obydwóch marek. Co więcej, pracownicy żadnej z nich nie musieli nic robić, gdyż wirus bardzo skutecznie rozprzestrzeniał się sam. Mentos dodatkowo postanowił wykorzystać sytuację i całe to zamieszanie implementując ideę do swojej strategii marketingowej. W ten właśnie sposób powstał konkurs – “Make Your Own Mentos Geyser”. Na koniec roku 2006 okazało się, że sprzedaż Mentosa wzrosła o 20%, najwięcej w dotychczasowej historii.
W tym roku Mentos postanowił iść za ciosem. W sieci na początku lata pojawiła się strona MentosIntern.com (co wolnym tłumaczeniu oznacza stażysta Mentora). I tak właśnie było – Mentos zatrudnił bowiem stażystę, który codziennie w godzinach od 9-17 (od poniedziałku do piątku) w ramach pracy siedział przed kamerą i wykonywał polecenia osób, które odwiedzały jego stronę. Trezor, gdyż tak miał na imię ów stażysta dostał także dodatkowe wsparcie w postaci:
- kampanii reklamującej stronę Trevora, gdzie można było ustawić jego grafik;
- porfilu na znanym portalu społecznościowym Facebook
- profilu na MySpace
- oraz grze na konsolę xBox.
Nie wiem jak wy, ale bardzo mi się podoba nie tylko sam pomysł, ale i podejście do realizacji całej kampanii. Wykorzystano nie tylko 1 kanał komunikacji (stronę www), ale „zaatakowano” także użytkowników serwisów społecznościowych, a najbardziej opornym dano grę. Co ważne Trezor naprawdę istnieje!
Wczoraj przeglądałem znany wszem i wobec YouTube i znalazłem film z cyklu „Will it blend”, pokazujący jak dzielny mikser tym razem radzi sobie z iPhonem.
Swego czasu była to jedna z głośniejszych akcji marketingu wirusowego. Dla tych, którzy nie wiedzą o czym piszę kilka słów wyjaśnienia. Otóż, pewnego dnia Blendtec, firma zajmująca się sprzętem AGD w USA postanowiła nieco odświeżyć wizerunek swojej marki, a także nadać jej nieco (sic!) rozgłosu przeprowadzając „małą” akcję marketingową. W sieci zaczyła pojawiać się filmiki pokazujące jak blender miksuję na miazgę wszelkiego rodzaju przedmioty.
Oto przykład:
Dzięki takiej promocji Blendtec zyskał niebywały rozgłos w sieci. Internauci przesyłali sobie filmiki, które dzięki ogromnemu zainteresowaniu obejrzało w sumie kilkadziesiąt milionów ludzi! Warto zwrócić uwagę na świetną strategię jaką przyjął Blendtec, a jaka nasunęła mi się dopiero kiedy po obejrzeniu filmiku z iPhonem postanowiłem przejrzeć pozostałe. Blendtec niemal zawsze do każdego filmu, jako rekwizyt do niszczenia używał przedmiotów znanej marki. Dzięki czemu zyskiwał podwójny rozgłos. Filmy z serii „Will it blend” stały się znane bardzo szybko i to znane na tyle, że marki występując w nich same promowały to wydarzenie. W krótkim czasie bycie zmiksowanym przez blender stało się wyznacznikiem niemalże popkultury. Puszka Coca-Coli, butelka piwa, piłeczka golfowa, grabie ogrodowe, kolba kukurydzy, kij do hokeja, wkurzający prezent walentynkowy, iPod, no i… nowiutki iPhone. Miliony internautów oglądają, jak radzi sobie mikser Blendtec z różnymi dziwnymi rzeczami. Pierwsze pięć filmów w tydzień miało oglądalność powyżej 6 milionów osób. Zmielenie na pył iPoda oglądało ponad 4 miliony osób, zaś nowiutkiego… iPhone ponad milion w ciągu kilku dni.
Blendtec w celu wzmocnienia przekazu otworzył specjalną stronę, gdzie można obejrzeć filmy i zapoznać się z przygodami „sympatycznego naukowca”. Dodatkowo wszytki filmy umieszczono na YouTube w specjalnym kanale, a także na innym serwisie filmowym Revver.com oraz na Digg.com. Ta taktyka pozwoliła w krótkim czasie na zdobycie ogromnej rzeszy fanów, którzy każdego dnia czekają na kolejny odcinek serii.
Dodatkowo działania Blendtec wsparte są blogiem produktowym, który opisuje wszelkie nowe filmy, a także relacjonuje przygody ekipy pracującej nad nowymi odcinkami. Co ciekawe jak wynika z zapisków na blogu, koszt wyprodukowania jednego filmiku to 50$ (oczywiście bez kosztów zniszczonego sprzętu). Przypadek Blendtec może i jest już nieco archaiczny, w końcu pierwsze filmy pojawiły się już jakiś czas temu. Wciąż jednak jest to case niemalże niedościgniony w swoim geniuszu, prostocie i skuteczności. Oby takich akcji więcej!
Pewnie wielu z Was już mnie pochowała w głębinach i czeluściach swoich “bookmarks”, a tu niespodziewanie wracam!
Moje obowiązki powoli zaczynają się normować, więc zapewne znajdzie się kilka chwil na prowadzenie bloga. Przyznaję, brakuje mi tego. W każdym razie informuję co następuję:
- zmieniłem skórkę i zapewne do końca tygodnia będę się bawił w drobne poprawki itp.,
- w końcu uzupełnię także podstrony!!! (i może później dodam jeszcze jedną)
- oczywiście zabieram się także za wpisy
Pamiętny sytuacji sprzed miesiąca, kiedy to Ciemna-City i Play dość nieporadnie próbowały nam przemycić nibywirus, chciałbym pokazać Wam jak to robią w kraju „wuja sama”.
A robi się, ojj robi:)
Otóż w stanach obecnie dość głośno mówi się o premierze nowego filmu o dziwnym tytule Cloverfield. Film robi niejaki J.J. Abrams (gość, który odpowiada między innymi za bijący w Polsce rekordy popularności serial „Lost”). A do jego promocji sprytnie wykorzystano marketing szeptany. I to w naprawdę niewielkiej skali. A info rozeszło się aż miło. Ale jak to było zobaczcie sami.
Krok 1
W wybranych kinach w USA na widzów udających się na film „Transformers” czekał trailer (Cloverfield właśnie) nowego filmu, który był puszczany jako zwiastun.
Krok 2
Wszelkie zwiastuny filmu, nawet te nagrane po kryjomu z telefonów komórkowych, które znalazły się na YouTube zostały pospiesznie usunięte.
Wychodzi na to, że ”Cloverfield”, tudzież ”Untitled J.J. Abrams Project” będzie utrzymanym w paradokumentalnym klimacie filmem o pozaziemskiej inwazji. Widać krzyczące masy ludzi, wybuchające budynki i da się usłyszeć dziwne dźwięki. Mimo tego, że zwiastun ma bardzo słabą jakość, to robi potężne wrażenie. Na końcu trailera widać datę 1.18.08, czyli prawdopodobnie dzień premiery filmu. Domniemana data premiery, to również nazwa oficjalnej strony filmu, która zamiast coś zdradzać, tylko potęguje tajemniczość. J.J. Abrams po zdobyciu telewizyjnej publiczności, może na początku 2008 roku zdobyć także publiczność kinową.
Krok 5
O filmie mówią amerykańskie stacje telewizyjne, znacznie potęgując tym samym zasięg działania wirusowej plotki. Teraz już wszyscy wiedzą o nadchodzącej premierze!
Krok 6
W sieci pojawiają się trailery filmu, niestety za wiele nie zdradzają. Wiadomo tylko, że film ma być o potworach, o inwazji na ziemię i będzie kręcony z kamery cyfrowej.
Krok 7
Na serwisie YouTube pojawiają się dziesiątki amatorskich filmów nawiązujących do zwiastunów filmu J.J. Abramska
Krok 8
Wszyscy amerykańscy kinomani czekają na TEN film! Zresztą polscy internauci też już się nim zdrowo podniecają, wystarczy pogooglać.
Ciekawe czy będzie to kolejny amerykański gniot? Na pewno jednak jak już zapomnę sam film to jego promocję będę pamiętał jeszcze długo!
PS za natchnienie dziękuję Supergigantowi, na którym po raz pierwszy przeczytałem o filmie!
Komenty