Swego czasu dużo dyskutowano w polskiej blogosferze na temat tzw. user-generated content. Odbyła się nawet poświecono temu tematowi Rewolucja. I mimo, że od pewnego czasu w polskiej sieci cicho jakoś o user-generated to na świecie sprawy wciąż idą do przodu.
Od pewnego czasu w sieci trwa projekt, pod dość tajemniczym tytułem My Movie MushUp. W ramach tego przedsięwzięcia internauci robią prawdziwy film pełnometrażowy. I nie jest to wcale jakaś offowa produkcja, a najzwyklejszy film z obsadą i budżetem sięgającym 1 miliona funtów. Zresztą sami zobaczcie jego promo.
Każdy, kto wejdzie na stronę MySpace’a My Movie Mash Up może wziąć udział w projekcie, i to na każdym etapie produkcji. Najpierw internauci wspólnie tworzyli scenariusz, potem wybrali reżysera filmu (w głosowaniu wzięło udział 500 tysięcy użytkowników serwisu) i obsadę. Potencjalni reżyserzy “Faintheart” (gdyż taki jest tytuł filmu) zamieścili w MySpace swoje filmy krótkometrażowe, a po ich obejrzeniu publiczność zdecydowała, że za kamerą stanął Vito Rocco, autor uznanego za najlepszy filmu “Goodbye Cruel World”. Za obraz ten Rocco otrzymał już otrzymał nagrodę BAFTA i Srebrnego Smoka na 44. Krakowskim Festiwalu Filmowym w 2004 roku. Z kolei w obsadzei wystąpię między innymi: Eddie Marsan (Miami Vice), Ewen Bremner (Trainspotting), czy Jessica Hynes (“Wysyp żywych trupów”). Aby mieć szansę na rolę, wystarczyło wysłać producentom swoje nagranie.
Sprawcą całego zamieszania jest serwis MySpace.com. To właśnie tam umieszczona jest główna strona całej akcji i to właśnie dzięki temu cały projekt zyskał na popularności.
Rozwój filmu oraz wydarzenia z planu można śledzić na specjalnie stworzonej do tego stronie WWW.
Pamiętny sytuacji sprzed miesiąca, kiedy to Ciemna-City i Play dość nieporadnie próbowały nam przemycić nibywirus, chciałbym pokazać Wam jak to robią w kraju „wuja sama”.
A robi się, ojj robi:)
Otóż w stanach obecnie dość głośno mówi się o premierze nowego filmu o dziwnym tytule Cloverfield. Film robi niejaki J.J. Abrams (gość, który odpowiada między innymi za bijący w Polsce rekordy popularności serial „Lost”). A do jego promocji sprytnie wykorzystano marketing szeptany. I to w naprawdę niewielkiej skali. A info rozeszło się aż miło. Ale jak to było zobaczcie sami.
Krok 1
W wybranych kinach w USA na widzów udających się na film „Transformers” czekał trailer (Cloverfield właśnie) nowego filmu, który był puszczany jako zwiastun.
Krok 2
Wszelkie zwiastuny filmu, nawet te nagrane po kryjomu z telefonów komórkowych, które znalazły się na YouTube zostały pospiesznie usunięte.
Wychodzi na to, że ”Cloverfield”, tudzież ”Untitled J.J. Abrams Project” będzie utrzymanym w paradokumentalnym klimacie filmem o pozaziemskiej inwazji. Widać krzyczące masy ludzi, wybuchające budynki i da się usłyszeć dziwne dźwięki. Mimo tego, że zwiastun ma bardzo słabą jakość, to robi potężne wrażenie. Na końcu trailera widać datę 1.18.08, czyli prawdopodobnie dzień premiery filmu. Domniemana data premiery, to również nazwa oficjalnej strony filmu, która zamiast coś zdradzać, tylko potęguje tajemniczość. J.J. Abrams po zdobyciu telewizyjnej publiczności, może na początku 2008 roku zdobyć także publiczność kinową.
Krok 5
O filmie mówią amerykańskie stacje telewizyjne, znacznie potęgując tym samym zasięg działania wirusowej plotki. Teraz już wszyscy wiedzą o nadchodzącej premierze!
Krok 6
W sieci pojawiają się trailery filmu, niestety za wiele nie zdradzają. Wiadomo tylko, że film ma być o potworach, o inwazji na ziemię i będzie kręcony z kamery cyfrowej.
Krok 7
Na serwisie YouTube pojawiają się dziesiątki amatorskich filmów nawiązujących do zwiastunów filmu J.J. Abramska
Krok 8
Wszyscy amerykańscy kinomani czekają na TEN film! Zresztą polscy internauci też już się nim zdrowo podniecają, wystarczy pogooglać.
Ciekawe czy będzie to kolejny amerykański gniot? Na pewno jednak jak już zapomnę sam film to jego promocję będę pamiętał jeszcze długo!
PS za natchnienie dziękuję Supergigantowi, na którym po raz pierwszy przeczytałem o filmie!
Pogoda wariuje, raz 30 stopnic Celsjusza, następnego 15, deszcz i zimny wiatr. Nic więc dziwnego, że w taki czas człowieka atakują różne wirusy – grypa, przeziębienie, itp. Ostatnio w sieci pojawił się jednak inny wirus. Raczej jednak mnie udolny od tych powodujących choroby.
Możecie zobaczyć go sami tutaj:
Ów film wzbudza ze mnie podejrzenia od samego początku. Dziwnym jest, że osoba filmująca trzyma telefon tak blisko i tak na widoku. Poza tym teksty wypowiadane w filmie brzmią bardzo sztucznie, a wręcz nachalnie. Ktokolwiek choć raz był na spotkaniu w tym stylu dobrze wie, że nie tak ono wygląda.
Warto zauważyć, że tak naprawdę film ten nie zdradza żadne wewnętrznej tajemnicy Ciemna –City, za to komunikat o nagrodach powtarzany jest niemal do znudzenia. No i jeszcze zadziwia super jakość obrazu i dźwięku – czy aby to na pewno telefon komórkowy (sic!)?
Marek Chojnowski z TVN komentują film na liście InternetPR napisał (temat – Re: Kolejny raz wynoszenie poufnych informacji z firm – jak rozwiązać ten problem?; 28 czerwca 2007):
Nie jestem specjalistą w tej dziedzinie, mimo to od razu wyczuwam próbę manipulacji i to bardzo nieudolną (kiepska gra aktorska, przesadne budowanie nieuzasadnionego napięcia i tajemniczości oraz nieokazywanie twarzy). Być może takie działanie spowoduje pewien ruch w sieci i zainteresowanie marką, jednak wrażenie i wizerunek zarówno firmy jak i specjalistów tam pracujących będzie chyba daleki od zamierzonego. Uważam, że takie działania powodują więcej szkody niż pożytku.
Poszukałem chwilę kto ten filmik zamieścił i okazało się, że autor zarejestrował się tuż przed jego zamieszczeniem… hmm… w sumie to nie musi nic znaczyć prawda? W każdym razie filmik był dość nachalnie i też IMHO trochę nieudolnie promowany w kilku miejscach (gdzie, nie powiem, by nie narażać autorki prowokacji, gdyż ta podała się tam z imienia i nazwiska). Oglądając stronę filmu na YouTube można poczytać sobie świetne komentarze odnośnie filmu. Mi najbardziej przypadł ten autorstwa mtxunw:
Właśnie stracili Państwo klienta swojego kina.Gdybyście napisali,że to wasza robota i przyznali się do tej porażki marketingowej..Pani2razy się pyta,czy drzwi zamknięte.Siedzi obok niej na super tajnym zebraniu koleś,który merda komórką i ma ją w nosie.Wszystkiego dowiemy się 1 lipca o 10,a teraz wiemy tylko tyle,że dają kijowe nagrody.Dziale marketingu firmy Cinema City.Żałosna próba reklamy przez skandal
Poprosiłem o wypowiedzi dwój znajomych z branży. Oto one:
Michał Wolniak (Dyrektor Kreatywny, Heureka) Viral powinien powodować łatwe rozsiewanie określonego przekazu. Tymczasem dyskutuje o nim tylko grupka PRowców, głównie zniesmaczonych jego poziomem.
czy ten filmik nazwany niepotrzebnie viralem zainteresuje potencjalnych widzów CC(?) albo ludzi korzystających z komórek? Czy niesie jakąkolwiek informacje, wartość dodaną, zaskoczenie, oburzenie, emocje poza wyliczeniem kilku nędznych nagród?
Marketing wirusowy się sprawdza. Pierwsze co się nasuwa w wielu firmach to ….zróbmy to również my! Potrafimy? Wydaje się, że tak i że to proste, ale takowe już nie jest.
Przykład z CinemaCity na You Tube. Publikuje to „niby” pracownik, który był na zebraniu. Idiota raczej bo widać wszystkich poza nim więc od razu wiadomo kto nazajutrz wylatuje z pracy. Kilka razy podkreślanie, że to tajne. Może byłoby to logiczne jeśli Ci ludzie spotkaliby się pierwszy raz w życiu. Poziom dialogów i sztuczność pozostawiam bez komentarza. Filmik powstał i niech sobie tam leży wraz z milionami innych na YouTube, takie jego prawo. Propagowanie jednak takiego filmu np. na grupie poświęconej PR uważam już jednak za dalece niestosowne.(chyba, że jako case study Pt „ jak się nie powinno robić virali). Myślę, że twórcy szybko zrozumieją na czym polega wirus, jak kilku internautów weźmie sobie za punkt honoru wytknięcie im błędu
I tak na koniec – w ciągu pierwszego dnia filmik obejrzało 740 osób. Hmmm… niezły wyniki jak na kiepski viral;)
A jak ktoś chce poczytać o dobrym marketingu wirusowym to zapraszam do artykułu.
10am.tv pod takim adresem widniej w sieci nowy projekt przygotowany przez Heureką dla marki Schulstad – Biurowa Telewizja Śniadaniowa. Podstawą 10am.tv jest codzienny videoblog prowadzony przez Pawła Lorocha – dziennikarza Antyradia, autora audycji kulinarnej “Gastrofaza”.Codziennie około godziny 10 na blogu premierę mają nowe filmiki, w których Paweł Loroch przygotowuje apetycznie i pożywne kanapki. A także tzw. biurowy survival, czyli jak zrobić szybki i łatwe w zjedzeniu przekąski do pracy. Wszystko oczywiście na chlebie marki Schulstad.
www.10am.tv to w pewnym sensie przełomowy pomysł w myśleniu o reklamie i promocji. Mamy tutaj bowiem do czynienia z nieco odwrotną sytuacją kiedy to nadawcą staje się reklamodawca, poprzesz stworzenie własnego medium. Dzięki takiemu postępowaniu nadawcy klient otrzymuje nie tylko czysty przekaz reklamowy, ale także kontent, pewną wartość dodaną – w tym wypadku są to przepisy na kanapki.
W pewnym sensie idea 10am.tv jest trochę zbliżona do „Po prostu gotuj” , gdzie Pascal przy każdym daniu używa przypraw Knorr, nie epatuje jednak nadmiernie z ich reklamą. Warto jednak zauważyć, że dzięki Internetowi bariera (zwłaszcza finansowa) wejścia na rynek mediów znacznie się obniżyła. I teraz własne medium można zrobić już dużo mniejszym nakładem niż za czasów “starych mediów”. Trend “stawiania się nadawcą” staje się coraz popularniejszy w sieci. Można isć jeszcze o krok dalej i oprócz własnego medium wykreować się na eksperta (tak, jak w Akumulator.pl ), ale o tym później…
Ogólnie jednak rzecz biorąc całe szczecińskie spotkanie odbywało się pod wielkim hasłem „web2.0”, a może raczej samego „2.0”. Organizatorzy do wszystkiego – nawet do panelu dyskusyjnego – przypinali łebdwazerową notkę. Drugiego dnia w kuluarach byłem świadkiem dyskusji, niestety nie znałem osób rozmawiających, na temat jak będzie rozwijać się reklama w przyszłości. Tak więc i jak, za pośrednictwem swojego bloga dorzucę kilka słów.
Ostatnio coraz większą popularność zdobywają internetowi liderzy opinii, którzy świadomie/nieświadomie stają się ambasadorami marki. Takimi, którzy nawet w najgorszych czasach będą stali za naszą marką murem i dzielnie własną piersią będą odbijali ataki sceptyków. Oczywiście przy okazji szerząc nasz „brand awareness”. A gdyby dać szansę takim liderom opinii na wykorzystanie środków i narzędzi do reklamowania naszego produktu/firmy? Coraz większa popularność w „świecie web2.0”(sic!) zdobywa przecież UGC, stare media z miesiąca na miesiąc wykorzystują kontent tworzony przez samych użytkowników (USMedia). I tak powstał user generated advertising – dość obszernie o polskich przykładach pisze Interaktywnie.com.
Ale co się stanie jak pójdziemy trochę dalej? Jak połączymy ambasadorów marki z UGA?
Ambasador + UGA = marzenia każdego marketingowa
Specjaliści ds. marketingu szukający panaceum na “znienawidzoną reklamę” wykorzystali ten trend i przekazali pałeczkę w ręce internautów. Teraz oni mogą tworzyć, komentować i dystrybuować reklamy. Mistrzem w takim podejściu wydaje się nie kto inny jak poczciwy Firefox. A raczej producent znanej wszystkim przeglądarki czyli – Mozilla.
Jak to się stało, że IE produkowane przez Microsoft za ogromne pieniądze, dostępne na każdym komputerze, w każdym miejsce na ziemi jest tak znienawidzone przez użytkowników? Tymczasem Firefox powstający dzięki zaangażowaniu samych internautów zdobywa sobie coraz większe uznanie. Różnica jest jedna i zasadnicza – kod źródłowy Firefoxa dostępny jest dla wszystkich. Co więcej nie tylko produkcją, ale i promocją przeglądarki „z liskiem” zajmują się sami użytkownicy – pasjonaci.
Konsumenci chcą wiedzieć jak powstaje produkt, skąd jest i w co wierzy twórca. Dzięki pełnej otwartości twórców Mozilla Firefox w bardzo krótkim czasie udało im się zdobyć zaufanie milionów osób na całym świecie. Wystarczy zerknąć na takie serwisy jak Spreadfirefox czy Femfox, by zobaczyć że siła tysięcy gardeł (a może klawiatur) jest o wiele większa niż nawet najdroższa kampania reklamowa.
Firefox jest świetnym przykładem jak nie tylko zbudować bardzo dobry wizerunek produktu, ale także jak zacząć na nim zarabiać. Twórcy przeglądarki już bowiem zbijają na niej kokosy, mimo że ich produkt jest przecież opensourcem. Nie po raz pierwszy i ostatni zapewne okazuje się, że w zalewie marketingowego „bulszitu” ludzie szukają czegoś więcej, czegoś na co sami będą mieli wpływ, a jak przestanie im się podobać będą mogli sami to zmienić
Tak mniej więcej w kilku słowach można napisać czym jest Zude. Tak naprawdę są to jedyne słowa jakie można teraz napisać o nowym projekcie na wzór pageflake, gdyż jego premiera odbędzie się dopiero 1-go maja.
Na czym to jednak ma wszystko polegać? Czy aby Zude nie będzie kolejną zwykła stroną startową jak Google HP czy może Live?
Jak pokazuje trailer Zude ma być bardzo intuicyjny i łatwy w obsłudze. Główna zasada brzmi w końcu „drag and drope”. Ciekawe, co jednak w tej dziedzinie można jeszcze więcej wymyślić?
BRE Bank od dawana idzie z duchem czasu jeżeli chodzi o nowe technologie i ich wykorzystanie w komunikacji – jedno z pierwszych (jak nie pierwsze) biuro prasowe online, czytnik RSS BRE, linkowanie do del.icio.us itp. Przyszedł więc i czas na wdrożenie SMPR.
Na pierwszy rzut oka bardzo pozytywne odczucia wzbudza możliwość wybrania sobie 1 z 2 wersji:
Na pierwszy rzut oka zawartość obydwu wiadomości co do treści jest taka sama, trzeba jednak przyznać, że rozplanowanie w SMPR o wiele łatwiej pozwala wychwycić najważniejsze rzeczy.
Chciałbym jednak zwrócić uwagę na kilka innych spraw. Nie koniecznie na pierwszy polski SMPR (poprawcie mnie jeżeli to nie pierwszy nie jest), a na fakt, że informacje prasowe z biura BRE są chyba jednymi z najlepiej przygotowanych do obsługi dziennikarzy wśród biur online.
Standardowa IP czy SMPR zawiera wszystkie ważne i potrzebne dla dziennikarza elementy:
jest przejrzysta
zawiera cytaty
przydatne linki
definicje terminów wykorzystanych w informacji prasowej
podcast mp3 z wypowiedzią
pliki z grafiką
RSS
Dodatkowo w biurze BRE pojawiły się przy informacjach prasowych znane ikonki
Uff… trochę długi mi ten tytuł wyszedł. Ale nie wiedziałem jak mam dokładnie to ująć. Nie chciałem dawać w tytule nic z cyklu „rewolucja”, ani nawet „ewolucja”. Zwłaszcza po tym jak obserwuję dyskusję Marka Woźniaka z Maciejem Lasoniem na temat SMPR-u . Tak, jak więc to nazwać… może po prostu kolejnym korkiem. OK niech i będzie kolejny krok, ale przynajmniej w końcu wyjaśnię o co chodzi.
Otóż, Netpr.pl znany w naszym kraju dostarczyciel biur prasowych online opartych na wireservice dodał do aplikacji biura nową funkcjonalność. A nawet dwie. A mowa tu o:
- możliwości wykopania informacji prasowej do Digga oraz
- możliwości dodania jej do „delicji”
Co prawda obie funkcjonalności są jedynie możliwe w wersji angielskojęzycznej biura oraz dostępne jak na razie tylko w biurach online na dwóch strona: BRE i Gazeta.pl , ale jak wiadomo nie od razu Kraków zbudowano.
Dlaczego tylko english version? I dlaczego bez polskich serwisów? Takie dwa pytania nasuwają się niemal od razu po przeczytanie powyższego akapitu. Miałem okazję rozmawiać o tym z Markiem i wspólnie doszliśmy do wniosku, że skuteczność (w sensie wzrostu czytelności) informacji prasowej przy zamieszczeniu jej np. na Wykopie czy Gwarze byłaby raczej nikła. Nie oznacza to, że nie będzie można jednak tego robić w przyszłości. BA!!!! Moim zdaniem nawet trzeba taka jest bowiem kolej rzeczy, a polskie web20 (czy jakkolwiek to zwać) nie chce chyba zostać jeszcze bardziej w tyle! Po pierwsze takie linkowanie może w jakimś sensie rozwinąć kilka rodzimych diggów, ale IMHO pod jednym warunkiem, że ów informacje prasowe będą naprawdę ciekawe, a nie w stylu – „Wczoraj 27 marca otwarto nowy salon naszej firmy” – gdyż to będzie tylko zwykły „śmieć”, który wprowadzi szum komunikacyjny.
Nie był to do końca subiektywny wybór autora, gdyż do ułożenia rankingu posłużył się pozycjami poszczególnych blogów w najpopularniejszych wyszukiwarkach, a także własną oceną. I tak Tod And wziąl pod uwagę:
Google PageRank (0 do 10) – wiemy co i jak
Bloglines Subscribers (1 do 20) – zależy od liczby osób subskrybujących RSS danego bloga
Technorati Ranking (1 do 30) – zlicza liczbę stron linkujących do danego bloga.
Todd And Points (1 do 15) – subiektywna ocean autora. Tod brał pod uwagę jakość wpisów, kreatywność autora, a także to jakich narzędzi używa autor np. flickr, youTube itp.
Ranking prezentuje się naprawdę ciekawie, można odnieść wrażenie, że Tod zna się na rzeczy. Zestawienie może okazać się przydatne zwłaszcza dla tych, którzy nie mają jeszcze zbyt duże rozeznania wśród amerykańskiej „blogosfera”, a nie chcą marnować czasu na poszukiwanie dobrych źródeł – tutaj mają je bowiem jak na dłoni.
O tym, czym jest wspomniana aplikacja, można przeczytać w oficjalnych press relesase Edelmana, dla tych co jednak nie władają zbyt płynnie angielskim polecam poczytanie blogu Macieja Lasonia, który jako „polski edelmanista” napisał już to i owo na temat aplikacji.
Bardzo prosto mówiąc – StoryCrafter służy do robienia informacji prasowych 2.0, czyli SMPR-ów.
Oto filmik , gdzie Steve pokazuje nowe dziecko agencji Edelman
Komenty